Jak rozpoznać przeklęty przedmiot? Czy klątwy istnieją?

Wracamy do cyklu mrocznych historii opartych na przeżyciach naszych oraz naszych czytelników. Dzisiejsza historia odpowie na pytanie: Czy przeklęte przedmioty istnieją? I czy ktoś może rzucić klątwę na np. książkę, którą potem nam podaruje. Czytajcie uważnie.

Pewien człowiek, który mieszkał w Warszawie kupił na targu staroci wydawać by się mogło zwyczajny obraz. Portret przedstawiał mężczyznę, który kosi trawę, a w tle jest dużo różnych barw, głównie czerwień i pomarańcz, ale były też tam drobne, czarne plamki. Mężczyzna nie wiedział, czemu obraz tak bardzo go zainteresował, ale z jakiegoś powodu niesamowicie go fascynował, dlatego postanowił go nabyć na targu staroci. Jego cena nie była zbyt zbyt wygórowana, dlatego mężczyzna bez problemu mógł go kupić.

Gdy wrócił do swojego domu, niemal natychmiast poczuł, że ten obraz powinien zawisnąć u niego w sypialni. Tak po prostu czuł. Nie umiał tego wytłumaczyć, ale tak tak mu się po prostu podobało. Nie wiedział, czy to była intuicja, czy po prostu z jakiegoś innego powodu, ale chciał, żeby ten obraz wisiał w sypialni. Co prawda, jego żona nie była tym obrazem zbyt zafascynowana. Mówiła wręcz, że jest brzydki, że psuje wnętrze i ogólnie no nie jest zbyt ładny. Jednak mąż nie dał za wygraną i ostatecznie obraz powiesił w ich wspólnej sypialni. I to był początek tajemniczych i wręcz paranormalnych wydarzeń w ich domu.

Już pierwszej nocy od ozdobienia pomieszczenia obrazem w ich sypialni stało się coś naprawdę dziwnego. Jak twierdziła żona tego mężczyzny, który kupił obraz, miała tej nocy bardzo dziwne sny i choć brzmi to dość zabawnie, śniło jej się, że kosiła trawę. I wtedy podszedł do niej ten mężczyzna, dokładnie ten sam mężczyzna z obrazu. Nic nie mówił, właściwie w ogóle się nie odzywał, ale w pewnej chwili złapał kobietę za ramię i wtedy ona poczuła ogromny, niesamowity chłód. Poczuła się dosłownie, jakby dotknęła kostki lodu, jakby ten mężczyzna był stworzony z lodowatej struktury. I wtedy to zimno, to przeszywające zimno niemal natychmiast ją obudziło.

Żona opowiedziała oczywiście mężowi o całym dziwnym wydarzeniu, o tym niesamowitym śnie. Jednak on nie był zwolennikiem zjawisk paranormalnych, a właściwie w ogóle nie wierzył w takie rzeczy. Jednak już kolejnej nocy stało się coś takiego, że on także uwierzył, że zjawiska nadprzyrodzone naprawdę mogą istnieć. Wszystko wydarzyło się znowu w nocy, ale tym razem nie działo się we śnie, a na jawie. Otóż tajemniczy obraz, który wisiał dokładnie nad łóżkiem tej pary nagle spadł. Spadł, gdy oni spali, spadł na głowę męża i wtedy on natychmiast się obudził. I gdy się obudził, wziął go do ręki i zobaczył, że na obrazie zamiast mężczyzny koszącego trawę jest głowa z kości. To była kostucha.

Zszokowany mężczyzna niemal natychmiast odrzucił niepokojący obraz. Żona też oczywiście wtedy się obudziła i zapytała, co się stało, dlaczego krzyczysz, co się takiego wydarzyło? On jej oczywiście opowiedział jej od razu, że na obrazie jest istota z kości. I wtedy spojrzeli razem na ten obraz. Ale była na nim, była na nim ta sama sytuacja, po prostu mężczyzna koszący trawę. Nie było żadnej kostuchy.

Tym razem była bardzo podobna sytuacja, bo żona, choć była raczej zwolenniczką zjawisk paranormalnych i sama miała ten dziwny sen związany z obrazem, to jednak kostucha na obrazie, coś tak mrocznego i aż zbyt kojarzącego się z horrorem klasy B, wzbudziło jej sporą niepewność, a wręcz niedowierzanie. Sądziła, że być może mąż coś sobie przewidział, może jeszcze nie do końca się obudził, może coś mu się pomyliło. Jednak mąż twierdził, że to nie było żadne przewidzenie, że jest przekonany, że na tym obrazie była kostucha, była personifikacja ostatniego pożegnania

I choć mąż rzeczywiście był tą całą sytuacją poruszony to jednak w miarę upływu dnia zaczął się przekonywać do teorii swojej żony, że być może rzeczywiście mu się przewidziało, może faktycznie jego mózg jeszcze się nie przestawił na tryb jawy i dlatego wkręcił sobie, że widzi na obrazie coś, czego tak naprawdę nie było. Ale jednak postanowił, że ten obraz nie będzie z nimi w sypialni. Postanowił go zdjąć. Chciał go przenieść do piwnicy. Jeszcze nie chciał go wyrzucać ale postanowił, że przynajmniej pozbędzie się go z mieszkania i da go do piwnicy. Jednak dosłownie, gdy tylko próbował zdjąć go ze ściany, jego ręce przeszyło niesamowite zimno. Gdy tylko dotknął ramy obrazu, poczuł lodowaty wiatr na swojej dłoni. To było jakby obraz był stworzony z czystego lodu, z mrozu, z zimna, którego nie da się zobaczyć fizycznie, bo ten obraz był zwyczajny, przynajmniej wydawał się, jednak był tak zimny, jakby ktoś trzymał go przez noc w zamrażarce.

Wtedy dało to do myślenia mężowi i postanowił jak najszybciej pozbyć tego obrazu. Wziął go do ręki i po prostu wyrzucił na śmietnik. Nie myślał co robi. Jego emocje wzięły nad nim górę. Wziął go szybko i cisnął prosto w śmietnik.I miał nadzieję, że koszmar już nie wróci. Jednak bardzo się mylił, bo choć obraz rzeczywiście został wyrzucony, to jak twierdziła później osoba medium, zajmująca się zjawiskami paranormalnymi, jego odcisk, jego energia dalej wisiała w sypialni. Choć obrazu już fizycznie nie było, to jego energia dalej była w sypialni i dalej wpływała na męża, ale i na żonę.

A skąd w mieszkaniu pary wzięła się medium? To dość prozaiczna historia. Otóż żona tego mężczyzny, jak już wspominaliśmy była zafascynowana zjawiskami paranormalnymi. Nie była jakąś wielką, ogromną sympatyczką, ale wierzyła w to, uważała, że coś rzeczywiście może być…. A tak się składało, że jej przyjaciółka zajmowała się kartami tarota, wróżyła. Jak twierdziła, widuje też duchy, jest medium. Żona tego mężczyzny, który kupił obraz, nie do końca we wszystko jej wierzyła, choć uważała, że jej wróżby z tarota naprawdę się sprawdzają. Dlatego co jakiś czas zapraszały ją do siebie na herbatę, siadały przy napoju, przy ciastkach i wtedy ona jej wróżyła. I co ciekawe, rzeczywiście jej wróżby praktycznie zawsze się sprawdzały. Dlatego żona uważała, że ta kobieta ma jakieś zdolności, ma dar. I wtedy tego sobotniego popołudnia ta kobieta, tarocistka przyszła na herbatę do ich domu . I wtedy coś się wydarzyło. Gdy tylko weszła do domu, gdy tylko przekroczyła próg powiedziała, że czuje tutaj niesamowite zimno, że coś dosłownie jakby jakiś lodowaty wiatr dotknął jej twarzy. Powiedziała, że coś tutaj się zmieniło, że kiedy była tutaj miesiąc temu, nie czuła tego zimna, a teraz coś tutaj się zmieniło. . Od razu żona pomyślała o obrazie, bo zarówno ona, jak i mąż też odczuli to zimno. Żona odczuła je w trakcie snu, a mąż, gdy dotknął obrazu, kiedy próbował przenieść go do piwnicy.

Tarocistka na początku wcale nie chciała wejść do domu dalej, bo twierdziła, że to zimno jest zbyt przeszywające, że w tym domu mieszka zło. Jednak ostatecznie zgodziła się wejść. Żona wyznała że rzeczywiście też doświadczyła tego zimna. I jej mąż również doświadczył tego mrozu. Dlatego kobieta postanowiła wejść do domu i pomóc temu małżeństwu. Czy pomogła? Co zaskakujące owszem. Pochodziła po całym domu kropiąc każde miejsce święconą wodą i odmawiając słowa różnych modlitw. Jak twierdziła odprawia egzorcyzm.

I to wystarczyło. I choć finał nie jest spektakularny to jest fascynującą lekcją, że egzorcyzmy wcale nie muszą być spektakularne, najważniejsze, by przynosiły efekty.

Author: administrator

Share This Post On